Hashirat - A Place To Myself

Przeciążenie sensoryczne

Drone, Sound Collage, Psychedelic Rock, Ambient

Pojawiają się czasem albumy przytłaczające swoim ogromem. Do tej kategorii wpisuje się A Place To Myself – mroczne dzieło elektronicznego producenta Hashirat. Album jest majestatycznym kolosem, wykorzystującym dziesiątki zróżnicowanych wpływów. Dowodem jego monumentalizmu jest przede wszystkim długość – ponad dwie godziny muzyki iście eksplozywnej. Takiej, w której dziwaczne sample, gitarowa psychodelia, fale nachalnego noisu i jednostajny droning koegzystują aby przekazać słuchaczowi możliwie najpełniejszy obraz emocjonalnego rozdarcia. 

Dezorientację wynikającą z tego przytłaczającego eklektyzmu gatunkowego potęguje brak oddzielenia poszczególnych części albumu na utwory – wszystko dzieje się tu w ramach jednego, nieprzerwanego bloku muzyki. Zadanie przyswojenia treści nie jest zatem ułatwione. Zabieg ten nadaje projektowi aury niedostępności i nieprzenikliwości. Początkowe wrażenie przeciążenia zmysłów wynikającego z formatu tracklisty znajduje swoje potwierdzenie już w pierwszej części wydawnictwa. Przepełniona jest ona zniekształconymi, przesterowanymi samplami mowy, atakującymi bez ostrzeżenia z jumpscare’owym impetem horrorów klasy B. Słuchacz od samego początku staje się ofiarą, pozostawioną samą sobie w tym niesprzyjającym środowisku. Niedługo później atakowany jest on przez dźwiękowe kolaże, mające swe zwieńczenie w melodyjnym, repetytywnym samplingu obudowanym subtelnym dronem. Oddechu w tym nieskończonym galimatiasie pozwalają zaczerpnąć łatwiej przyswajalne fragmenty, w których nietrudno odnaleźć nawiązania do psychodelicznego dziedzictwa lat 60-tych (a’la Beach Boys). Sfragmentaryzowane zlepki dźwięków zostają wówczas zastąpione przez klasyczne rockowe instrumentarium. Podobna wycieczka gatunkowa wieńczy całość wydawnictwa, stanowiąc potężne katharsis. Hałaśliwej psychodeli gitarowej towarzyszy podczas momentu kulminacyjnego śpiewana, hipnotyzująca mantra „I feel so alive”, będąca metaforą udanej ucieczki z okowów pozbawionego ładu świata wykreowanego przez amerykańskiego artystę.

Poprzedzająca ucieczkę podróż po wspominanym świecie zapewnia słuchaczowi wiele nietypowych i rzadko spotykanych w muzyce doznań. To terapeutyczna przeprawa przez najmroczniejsze zakamarki ludzkiej świadomości, którą każdy boi się odbyć lecz w głębi wie, że powinien.